Koszmarny rejs po mazurskich jeziorach

Żeby poznać kogoś dobrze trzeba zjeść z nim beczkę soli. Ja już wiem, że wystarczy spędzić urlop na jednej łodzi. Kabina, która służy za wspólne mieszkanie w czasie rejsu ma zazwyczaj około sześciu metrów kwadratowych, kokpit – czyli niemieszkalna część łodzi to około dwóch metrów kw.

Na takiej powierzchni spędziłam ostatnie dziesięć dni z Jackiem, dwójką Jego dorastających dzieci i mamą.  Jestem cudownie opalona, głowę mam pełną żeglarskich komend i zwrotów a jednocześnie jestem totalnie zmęczona psychicznie. Sto razy dziennie miałam ochotę wysiąść z łodzi, zostawić ich wszystkich łącznie z Jackiem i nigdy więcej nie oglądać, ale … jak to zrobić, gdy jesteśmy akurat na środku jeziora? Przeżyłam! Wytrzymałam niesamowicie despotyczny charakter mamy Jacka oraz napady humorów Jego rozpieszczonego synka i zazdrosnej „córeczki tatusia”. Nikt z nich mnie nie polubił, nie mogli mnie polubić bo od początku moja osobę traktowali jako zło konieczne. Tylko Jacek się cieszył, że jesteśmy wszyscy razem i cały czas wierzył, że przekonam do siebie Jego rodzinę. Tolerowaliśmy się jakoś ze względu na Niego, ale nie było przyjemnie, iskrzyło bez przerwy.

Nie ważne, gdzie jedziemy na wakacje, spędzamy urlop na działce czy na plaży w Hiszpanii, najważniejsze jest bowiem to, z kim spędzamy ten urlop. Mazury mnie oczarowały, żeglarstwo to fantastyczna sprawa i chętnie powtórzyłabym taki rejs tylko z jackiem, ale Jego rodziny nie mam ochoty już oglądać.

Cudownie wrócić do domu i pobyć w samotności. Gdy już ochłonę będę mogła obiektywnie spojrzeć na spięcia podczas rejsu i zastanowić się co z tym zrobić. Kocham Jacka ale nigdy nie polubię Jego bliskich, ponieważ od nich zbyt mocno wieje niechęcią do mojej osoby. Dlaczego? Przecież nie rozbiłam Jego rodziny? Był sam, smutny, nieszczęśliwy, zrezygnowany, pracoholizmem próbował zatrzeć życiową porażkę za jaka uznawał odejście żony do innego. Teraz jest szczęśliwy, zakochany, coraz częściej się śmieje. Czy Jego rodzina nie powinna cieszyć się z tego powodu? Podobno Go kochają, więc o co chodzi?

,,,,,,
16 comments on “Koszmarny rejs po mazurskich jeziorach
  1. Właśnie. To taki paradoks – zazdrość rodziny o to, że ojcu/synowi znów zaczęło się układać. A może tu chodzi o bojaźń, że im go ubędzie, gdy to głównie Tobie zacznie poświęcać sporo czasu…?

  2. Umówmy się, sytuacja trudna dla wszystkich. I tak się dziwię, że dzieci wytrwały, ponieważ to one są najbardziej pokrzywdzone decyzjami dorosłych i nie umieją wysnuwać słusznych wniosków.
    Wymaga to czasu i cierpliwości. Anielskiej. I nie zakładaj z góry, że niie polubisz rodziny, ponieważ początki zwykle są niemiłe dla obu stron. Życzę milości i wzajemnego zrozumienia.

    • Poczułam do nich sympatię od pierwszego spojrzenia i bardzo chciałam, żeby mnie polubili, ale po tym, jak się zachowywali – zrezygnowałam i postanowiłam ograniczyć nasze relacje. Może czas zmieni ich nastawienie? Dziękuję za życzenia i posyłam serdeczne pozdrowienia :)

  3. Widocznie rodzina chciała zademonstrować swoją wyższość i władzę nad Jackiem. Ale pamiętaj – za Tobą już pierwszy, najtrudniejszy krok. Przy kolejnych spotkaniach rodzina na pewno „odpuści” i będziecie mieli okazję do normalnych rozmów:-) Głowa do góry!

  4. niestety, ale często tak bywa gdy rodzina się rozpada i byli małżonkowie wchodzą w nowe związki. Trzymam kciuki, żeby czas zadziałał na korzyść tych relacji :)

  5. „Zanim osądzisz mnie i moje życie, włóż moje buty, przejdź ścieżki życia, które ja przeszłam, przeżyj moje bóle, smutki i cierpienia. Wytrwaj tyle ile ja wytrwałam, upadnij tam, gdzie ja upadłam i podnieś się tak samo jak ja się podniosłam. Kiedy już naprawdę poznasz moją historię, będziesz miał prawo, żeby oceniać mnie i moje życie, tylko myślę, że cię to przerośnie.” Więc nie oceniam. Patrzę tylko ze swojego punktu widzenia. Mam analogiczną sytuację – z tym że jesteśmy małżeństwem „od gówniarzy” ale rodzina mojego męża mnie nigdy nie zaakceptowała – nawet na uroczystości rodzinne typu chrzciny nie zapraszali i poza mną nikt w tym nie widział nic złego. Nie jest łatwo i w miarę upływu lat łatwiej nie będzie jeśli po prostu szczerze nie wyjaśnicie tych kwestii

    • Dziękuję za pocieszające słowa, a przede wszystkim świetny tekst, który zabrałam do swoich ulubionych. Ten rejs to już historia, ale to, co dzieje się teraz nie jest do bloga, teraz piszę tylko dla siebie. Jestem daleko, więc chwilowo nawet nie zaglądam na inne blogi. Pozdrawiam Cię serdecznie i „do powrotu” :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>